(Dawno mnie tu nie było, ale już wszystko nadrabiam, pisze dodaję i w ogóle bo dużo się działo ale nie miałam kiedy napisać bo w poniedziałek  wróciłam ze szkoły i prawie od razu musiałam pędzić na przystanek, żeby zdążyć na dworzec (zaraz napiszę dlaczego) i nawet nie miałam tabletu w rękach, nie mówiąc o klawiaturze od komputera. Później zajechałam tam, to okazało się, że nie ma ani zasięgu, ani wifi, więc musiałam przełożyć dodanie wpisu, nie mówiąc już o dniu wczorajszym, który cały przespałam od kąt wróciłam do domu z wypadu więc… No… Dużo się działo :D )

(19/20.12.2015r -sobota/niedziela-4/3 dni do świąt )

Sobota:
Sobota osobiście to do leniwych nie należała. Wstałam około 9:00 i mama krzyczała żebym się szybko zbierała to pojedziemy do galerii (muszę się przyznać, że nie wiem do tej pory co dostanę pod choinkę :) ). I tak zanim obeszłyśmy wszyskie sklepy, oddałyśmy kilka rzeczy do reklamacji to hmm… Wróciłam do domu po 13:00. Od razu więc wzięłam się za sprzątanie, przy okazji gubiąc trzy paznokcie (za bardzo uderzyłam w ścianę). Jednak mam nadzieję, że po dorobieniu reszta wytrzyma jeszcze dwa tygodnie :D ale nie mogę narzekać, bo warto było :D i chyba tak zleciał mi cały dzień. A i jeszcze oglądałam film, na który co prawda miałam wybrać się do kina, ale mi się nie udało. Mianowicie chodzi o ostatnią część ekranizacji trylogii IGRZYSK ŚMIERCI. Po pierwszej części Kosogłosa, która niezbyt przypadła mi do gustu stwierdziłam, że nie wiem czy iść na ostnią część. Muszę jednak przyznać, że druga część Kosogłosa jest na prawdę ogromnym zaskoczeniem! Mówi się, że to pierwsza część jest najlepsza. W tym wypadku ostatnia część wydaje się być na równi z pierwszą. Wyjątkowa fabuła, świetna gra aktorska, efekty specjalne na wysokim poziomie sprawiają, że widz nie może doczekać się dalszego ciągu. Muszę przyznać, że ogląda się przyjemnie nawet znając treść książki. Myślę, że jest to dobra propozycja na wieczór sylwestrowy (dla tych, którzy planują domówkę) :)

Niedziela:
Wstałam jak zawsze, przed 10:00, żeby zdążyć na 11:00 do kościoła. Po mszy pojechaliśmy do babci na obiad. Oczywiście mój mały kuzyn musiał mi poopowiadać co u niego słychać i jak idzie przenoszenie mebli, ponieważ w środę przenoszą się do nowego domu. Moim zdaniem dobrze. Nareszcie kuzyni będą mieli swoje pokoje, będą mogli się bawić, uczyć się i tak dalej. Będzie inaczej. Wracając, pojechaliśmy odebrać brata z meczu koszykówki. Załapaliśmy się na końcówkę i oczywiście mocno kibicowaliśmy. Później wstąpiliśmy na szybkie zakupy i do domu. Czekały na mnie książki od Woku i Chemii. Strach był, że będę pytana, a chemi nie umiem wcale :/ Z Woku miałam zaległy sprawdzian i musiałam jeszcze powtórzyć to co chciałam napisać. Wyszło z tego na brudno całkiem sporo tekstu :D Rodzice gdzieś pojechali. Nie wiem nawet gdzie :) i zostaliśmy sami, jednak w niczym nam to nie przeszkadzało, ponieważ i tak się uczyłam. I z ręką na sercu robiłam to do późnej nocy. Nie martwiłam się, gdyż w poniedziałki mam dopiero na godzinę 8:50 więc mogłam dłużej pospać.
Szczerze mówiąc to uwarzam że weekend powinjen być o jeden dzień dłuższy, ponieważ niestety cały zazwyczaj spędzam nad nauką, a jednak miło byłoby czasem jednak coś odpocząć :D

Ściskam,
Niezapominajka