(Powinnam już spać, ponieważ jutro wigilia, ale chciałabym być na bieżąco a że postanowiłam sobie że jutro będzie dzień bez tabletu i telefonu itd to chce dzisiaj jeszcze to zrobić. Post z jutra będzie troszkę inny ponieważ będę go notować na kartce i tak jakoś inaczej będzie. A jeżeli chodzi o dodanie, to być może jutro wieczorkiem się ukaże)

(21/22.12.2015r.-poniedziałek/wtorek-2/1 dni do świąt)

Poniedziałek:
Wstałam zaraz po 7:00. Ubrałam się, pomalowałam i zjadłam śniadanie, po czym wydrukowałam zgodę na wycieczkę. Na 8:02 miałam autobus i tak w szkole byłam zaraz przed dzwonkiem :D pierwszy był WOK, a że miałam zaległupy sprawdzian to postanowiłam go napisać. Krótko mówiąc, tak się wyuczyłam, że z jednej strony A4 zrobiły się aż cztery. Więc pożądne wypracowanie :) Nie powiem. Jestem z siebie bardzo zadowolona :D Teraz tylko czekana ocenę. Później zresztą okazało się, że dzięki temu że pisałam sprawdzian z WOKu, to nie byłam pytana z chemii. Ufff..
Na matematyce omawialiśmy kwestię wycieczki. A na wycieczkę wybieraliśmy się do Jastrzębiej, gdzie mieliśmy wyjazdową wigilię. Zaraz wam o niej wszystko opowiem :) Oczywiście ni obyło się też bez lekcji matematyki…
Wróciłam do domu około godziny 14:00 i zostało mi jakieś pół godziny żeby się spakować, umyć i wyprostować włosy. Na szczęście wszystko zrobiłam bardzo szybko (jedynie obiadu nie zjadłam) i wyzbierałam się. O 15:30 mieliśmy odjechać. Nie myślałam, że prawie 40 minut będę jechała przez miasto, którego przejazd zwykle zajmuje około 15 minut. Masakra! Co prawda spóźniłam się parę minut, ale to nic, bo ostatnia nie byłam :D Na miescu byliśmy po 16:30. Szczerze mówiąc było tqk ciemno, że szłyśmy z dziewczynami w kupie żeby było raźniej. Sama wigilia i miejsce było barszo przyjemne. Również składanie życzeń. Miło było usiąść całą klasą przy jednym stole. Jak rodzina.
Po kolacji co ja wam będę opowiadać, skoro wiadomo że nie poszliśmy spać :D dopiero koło 3:00 nad ranem, ale nie wszyscy.
Jedno muszę napisać. Nie warto szukać miłości. Jak będzie chciała to sama nas znajdzie. Kiedyś powiedziała mi to pewna osoba. Teraz wiem że to prawda… (I nie mówię tego, żebyście myśleli że się zakochałam czy coś :D)

Wtorek:
Wstaliśmy około 8:30. O 9:00 zwlekliśmy się na śniadanie i później pogadaliśmy ale juw mnieszym gronie. Podzieliliśmy się troszkę… W drodze powrotnej wszyscu czekali do momentu w którym był zasięg, żeby powiedzieć rodzicom że żyją, po czym większość poszła spać. Obudziliśmy się już na dworcu gdzie każdy poszesł w swoją stronę. Wróciłam do domu i tak na prawdę nie mam co więcej napisać ponieważ poszłam spać :)

Ściskam,
Niezapominajka