Tak oto zaczął się wrzesień i złamałam postanowienie o dwóch postach w tygodniu :-(  Mam nadzieję, że wrócę do tego :lol:  A dzisiaj, kiedy już skończyłam się uczyć słówek z angielskiego (zobaczymy, co będę pamiętać rano :-|  ), co wcale nie było takie łatwe, gdy obok leżała książka „Kasacja” od której od kilku dni odrywam się tylko po to, aby poświęcić czas na naukę (ale o niej kiedy indziej), chciałabym podzielić się z Wami recenzją wspaniałej serii Kiery Cass „RYWALKI”.
Całość powdzieliłam na trzy części, które będą ukazywały się co środę (dziś część pierwsza), a dotyczyć będą kolejno:
*podstawowej trylogii („Rywalki, „Elita”, „Jedyna”)
*dwóch dodatkowych i najnowszych części o córce-księżniczce Eadlyn („Następczyni”, „Korona”)
*dodatków do serii („Królowa i faworyta”, „Książę i gwardzista”, „Rywalki-dziennik kreatywny”)

Dziś, jak już wspomniałam, przyszedł czas na recenzję podstawowej trylogii „RYWALEK”.
rywalki4
Zacznijmy może od okładek, które (powiedzmy sobie szczerze) są jedyne i niepowtarzalne. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że są jednymi z najładniejszych okładek książek, jakie widziałam. Na internecie znaleźć można filmik z sesji, na którym widać, ile pracy włożono w te okładki.
Gdy już powiedziałam parę słów na temat samych okładek, myślę, że czas najwyższy przejść do samej historii.
Zacznijmy od części pierwszej, czyli „Rywalek”.
https://www.youtube.com/watch?v=MxOZpcJEYfE  (zwiastun książki :-) )
Główną bohaterką powieści jest America Singer, z perspektywy której poznajemy całą historię. Dziewczyna, która dostaje się na zamek i zostaje wybrana spośród setek dziewcząt, na kandydatkę na żonę dla księcia. Jak podchodzi do tego sama bohaterka? Można by było o tym powiedzieć wiele. Właściwie, to na początku miałam wrażenie, jakby America sama nie wiedziała czego chce  :lol: Książkę czytałam z uśmiechem na ustach, a momentami wręcz płakałam ze śmiechu  :lol: Zastanawiałam się, kiedy wreszcie książę Maxon zdecyduje się wyrzucić ją z zamku. Aaa właśnie. Książę… Myślę, że nie tylko ja początkowo nie darzyłam go sympatią. Jednak z czasem, gdy America (a jednocześnie i ja), poznawała go coraz lepiej, miałam wrażenie, że coraz bardziej go lubię, aż w końcu… ZAKOCHAŁAM SIĘ!!! <3
Ale nie będę mówiła dlaczego, musicie przeczytać. Ogólnie cała książka opowiada o przebiegu początku eliminacji, o tym, jak America trafiła na zamek, kogo darzyła sympatią, a kogo nie, jak wyglądało jej życie na zamku, które (choć pewnie trudno w to uwierzyć) wcale nie było takie kolorowe  :-( co doprowadziło do tego, iż książę decyduje się doprowadzić do eliminacji większości dziewcząt. I tak w drugiej części śledzimy dalsze losy już nie trzydziestu pięciu, ale sześciu kandydatek, aż w końcu poznajemy finałową trójkę.
Ostatnia część „Jedyna” jest książką, która chyba najbardziej mi się podobała. Nie wiem dlaczego. Zazwyczaj to pierwsza część jest najlepsza. Na mnie największe wrażenie zrobiła ostatnia. Jednocześnie, jest to część, w której zarówno Maxon, jak i America muszą podjąć pewne decyzje, które zaważą na ich dalszym życiu. Trzecia część jest niezwykle zaskakująca. Płakałam na niej sporo, a momentami na prawdę musiałam się mocno powstrzymywać, aby tego nie robić.
https://www.youtube.com/watch?v=uEKTrxSMZZY   (zwiastun „JEDYNEJ”)
Oczywiście zarówno w trzeciej części, jak i w pozostałych, nie brakuje czułych gestów, słodkich słówek, które sprawiają, że książka staje się cudowną lekturą.
Ogólnie, książki Kiery Cass mają w sobie coś, co przyciąga. Coś, co sprawia, że po skończeniu pierwszej części, sięgamy po kolejną i tak do momentu, gdy uświadamiamy sobie, że nie ma już dalszych losów naszej bohaterki.
Czy już na początku można się domyślić, jak potoczą się losy Americi?
Można, ale nigdy nie zgadłabym, co czeka ją po drodze…
Czy płakałam na książce?
Płakałam. Wielokrotnie. I to nie tylko ze śmiechu, jak pisałam wcześniej. „RYWALKI” mają to do siebie, że nigdy nie wiesz, co czeka Cię na kolejnej stronie… Nie możesz przewidzieć, co America zastanie po wyjściu ze schronu po najeździe rebeliantów, czy też jakie będą konsekwencje jej decyzji. Mnie chusteczki się przydały.
Czy warto sięgnąć po tą lekturę?
Zdecydowanie… WARTO! Chociażby po to, aby na jakiś czas przenieść się z nudnej, szarej rzeczywistości, do niemal baśniowego świata… Żeby móc wraz z Americą założyć przepiękną suknię i kroczyć zamkowymi korytarzami czy kwitnącymi ogrodami… Pokazuje, że stara miłość, wcale nie musi nieść ze sobą nienawiści, ale może przerodzić się w wyjątkową więź. Że uczucie, łączące dwie wyjątkowe osoby, zawsze znajdzie właściwą drogę.

„Nawet w tej chwili wiedziałam jednak, że nie żyjemy w bajce. Wiedziałam, że przyjdą trudne i niepewne czasy. Wiedziałam, że rzeczy nie zawsze będą układać się tak, jak byśmy chcieli i że będziemy musieli starać się pamiętać, że to był nasz wybór.  Nie będzie idealnie. Nie przez cały czas.
To nie będzie: „Żyli długo i szczęśliwie”.
To będzie o wiele więcej.”
-Kiera Cass „Jedyna”

Kończąc tą recenzję, chciałabym napisać to, co wspomniałam w przytoczonym fragmencie: każdy z nas może wybrać, jak pokieruje swoim życiem. Mamy wybór. I tego nikt nie jest w stanie nas pozbawić. Życzę Wam, abyście podejmowali w życiu właściwe decyzje. Żebyście znaleźli prawdziwą miłość, choć droga miałaby być kręta i stroma. Pamiętajcie… To wy macie wybór.

Wasza Niezapominajkaaa